| Witaj gość , masz 0 nieprzeczytanaych wiadomości | Dziś Kwi-21-2018 | Zakwateruj się, odwiedź swoją komnatę lub opuść ją | POCZTA: zaloguj | Komnata Konstanta |
Ankieta
Czy twoim zdaniem nowelki Warhammera będą wydawane w Polsce?

· Tak, jeszcze w tym roku sprawa sie rozwiąże
· Tak, ale to może potrwać jeszcze z rok dwa
· Być może kiedyś ktoś to wyda
· To koniec Warhammera w Polsce

[ Wyniki | Ankiety ]

Głosów: 48

Drach Tales: Drach Tales - scena I i II
poniedziałek, 13 czerwca 2005 - 23:51

Strona gotowa do druku Wyślij artykuł do znajomych

Zamek bywał już wiele razy inspiracją przygód, opowiadań czy obrazów, mam jednak przyjemność i zaszczyt przedstawić Go tym razem w niezwykłej formie. Tragikomiczna ;) sztuka, ze sporą dawką humoru, pisana przez Aradesh'a, o wymownym tytule Drach Tales będzie od dnia dzisiejszego cyklicznie ukazywać się raz w tygodniu na łamach Zamku! Cykl rozpoczynamy Sceną I i II Aktu Pierwszego, zapraszam do lektury. /Orth

  Zamek poleca:



Akt I

Scena I


[Zamek, gdzieś wysoko w górach. Jego siedem baszt przypominających szpony zdaje się, niczym pazury, szarpać niebo. Niedaleko zamku przepaść. Niewielka, ledwo uczęszczana dróżka prowadzi do bramy, której jedno skrzydło, wyraźnie nadgryzione zębem czasu, jest lekko odchylone. Wieje delikatny jesienny wiatr, niebo jest zachmurzone. Na dziedzińcu zamkowym tuż przed głównym budynkiem krząta się postać. Ubrana jest w liberię lokaja z ‘dawnych czasów’. Lekko przykurzone buty, koronkowe mankiety, złota broszka, włosy upięte w kitek, związane czarną wstążką... lekko spiczaste uszy, niewielkie różki, pazury i przenikliwe demoniczne oczy. Dzierży miotłę i z miną kogoś bardzo pokrzywdzonego powoli przerzuca kurz z jednego miejsca na drugie. Nieopodal rozkłada się trup osła. Po chwili postać ociera pot z czoła, prostuje się i jak gdyby nagle spostrzegłszy widza, odwraca się w jego stronę i patrzy znudzonym wzrokiem. Wzdycha i jakby od niechcenia nieznacznie kłania się.]

[Wilhelm] Witam... Witam w Zamku Drachenfels! Pozwólcie Szanowni Państwo, że się przedstawię. Nazywam się Irdu’Apeap’Aaree’Thlo Eeoz’Zammiidup Pdegzydh lub w skrócie Wilhelm. Będę Waszym przewodnikiem po tym jakże malowniczym [westchnienie] przybytku tej strony otchłani. Wszystko, co rozpościera się przed Wami w całym swym majestacie: [wskazuje palcem ozdobionym dużym pierścieniem z pentagramem poszczególne wymieniane pozycje, a jego głos w miarę wymieniania unosi się coraz bardziej] wymarłą stajnię z powozem widmo, wyschniętą od stuleci studnię, upiorny budynek główny, podejrzanie wyglądające baszty oraz niepowtarzalny... martwy osioł(!) stanowi własność jego ekscelencji Hrabiego Konstanta Drachenfelsa [W tle zaczyna grać wstęp ‘O Fortuna’ Carla Orffa, po czym nagle milknie], Wielkiego Czarnoksiężnika, pana okolicznych włości od przeszło piętnastu wieków. Podziwiajcie więc i posłuchajcie radosnych opowieści, które skrywają te radosne, wiekowe mury!

[Nagle w oknie na piętrze pojawia się postać w żelaznej masce. Mężczyzna ubrany jest w czarny rzeźbiony napierśnik, karmazynowy, zdobiony drogocennym futrem płaszcz. Przemawia w kierunku Wilhelma gromkim głosem, na co sługa natychmiast odwraca się w jego kierunku i lekko przygarbia.]

[Konstant Drachenfels] Wilhelm! Leniwy gadzie... Odłóż tę miotłę i biegnij przygotować lochy.
[Wilhelm] Czyżby goście? Poszukiwacze przygód być może? Czy przygotować mniejsze dyby dla niziołka?
[Konstant Drachenfels] Ogry zeżarły niziołków. Daj spokój z dybami. Wyprowadź lepiej, zanim przyjdą, Pikusia na spacer.

[Konstant Drachenfels odchodzi od okna]

[Wilhelm] Szanowni widzowie wybaczą, więc... Pan każe, sługa musi jak mawiają. Proszę jednak zostać i oglądać, jeszcze nigdy nie było nudno, gdy do zamku zawitali poszukiwacze przygód. [Ciche westchnienie] „Wyprowadź Pikusia”, mówi...

[Powolnym krokiem, leniwie, Wilhelm zmierza w kierunku ściany zamku, która w dziwny sposób wydaje się falować, natomiast jakby z jej wnętrza wystawał koniec łańcucha, którego ogniwo jest wielkości ludzkiego torsu. Idąc sługa mamrocze do siebie...]

[Wilhelm] W normalnych zamkach... w normalnych zamkach, u normalnych panów, normalni służący wyprowadzają normalne zwierzęta. Ot, pan u którego służy mój kuzyn ma hodowlę hartów. Hrabina Emanuella jest zaś miłośniczką kotów. Graf Nuln wielbi sokoły. Nie, ale oczywiście, ja nie mogę mieć tak łatwo. [Odwraca się w kierunku widowni i lekko westchnąwszy kiwa nieznacznie głową] No sami powiedzcie, kto, na wszystkich mrocznych bogów, używa Wielkiego Demona za psa?! [Z wysiłkiem podnosi koniec łańcucha i zaczyna ciągnąć za jego koniec] Dobra Pikuś... Spacerek! Wyłaź paskudo ze spaczprzejścia! No dalej!

Scena II

[W tle wesoła melodia podróżna (najlepiej jakiś irish folk). Droga prowadząca do bramy głównej Zamku, jakieś 100 metrów od bramy. Drużyna poszukiwaczy przygód zbliża się do murów. Skład ekipy stanowią: elf strzelec, Lorindil, ubrany w lekkie podróżne ubranie koloru zielonkawego, z długiem łukiem przewieszonym przez ramię i sztyletem zatkniętym za pas; krasnolud, Snori, zabójca trolli, pomarańczowy irokez, skórzane ubranie i topór dwuręczny nieznacznie większy od właściciela; człowiek rycerz, Wolfgang, pełna zbroja płytowa, dwuręczny miecz, blond włosy, skóra wilka zamiast płaszcza, oczy tęskniące za rozumem. Gdy podchodzą bliżej zza jednej z baszt wychodzi Wilhelm. Widząc podróżnych ukrywa za plecami łańcuch i szepcze przez ramię.]

[Wilhelm] Pikuś! Zmień się wielka łamago w coś, co przypomina psa, bo gości przestraszysz!

[Wilhelm odwraca się w kierunku poszukiwaczy przygód z przyklejonym uśmiechem niewinności. Na jego twarzy widać zakłopotanie, gdy zza jego pleców słychać przytłumioną inkantację. Po chwili radośnie wybiega szczeniak rasy Yorkshire Terrier... na tym samym łańcuchu. Drużyna podchodzi w kierunku demonów.]

[Wilhelm] [szeptem] Ironiczna bestia z ciebie Pikuś...

[Wolfgang] Hejże!
[Wilhelm] [z manierą przestrachu] Hejże!
[Lorindil] Kim jesteś zacny człowieku?
[Wilhelm] Jestem Wilhelm, pracuje w tymże zamku. Czy panowie raczą u nas nocować?
[Snori] Co ty pieprzysz człowiecze?! W tym zamku od, cholera go wie, jakiego czasu nie mieszka żywa dusza!
[Wilhelm] [po chwili zastanowienia] Tak...
[Snori] Ha! Więc łżesz! Przyjechałeś łachmyto po moje złoto!
[Wilhelm] Nie. Zresztą, nie ma złota w górach Szarych...
[Snori] Coś powiedział, lala? Zaraz ci pokaże, gdzie czyjej głowy nie ma!
[Lorindil] Spokojnie Snori. Dobry człowieku, doszły nas słuchy, z niewątpliwie wiarygodnego źródła, iż aktualnie zamku tego nie okupuje nikt i stoi on pustym. Stądteż nasze zdziwienie widząc cię tutaj, na dodatek z myszą...
[Pikuś] *szczek*
[Lorindil] ...eee, psem... psem na łańcuchu. Zechciałbyś może wyjaśnić nam zawiłości tej sytuacji?
[Snori] W skrócie: gadaj łajzo, po coś tu przylazł i czy już ruszałeś moje złoto?
[Wolfgang] Na Ulryka!
[Wilhelm] [przyjawszy pozycję opierającego się o nieistniejącą ścianę i oglądając swe pazury] Taaaak. No więc, historia jest odrobinę przydługa, a że zanosi się chyba na deszcz [w tym momencie spadają pierwsze krople deszczu]może lepiej będzie, gdy opowiem wszystko w środku?
[Lorindil] Zaiste, słuszny to pomysł.
[Snori] Uważaj, łajzo, mam cie na oku.
[Wolfgang] Na Ulryka!
[Wilhelm] Tak, tak, panowie przodem.

[Po czym wskazuje im gestem dłoni bramę, a gdy nasi bohaterowie ruszają przodem, Wilhelm i Pikuś przenikają po cichu spaczprzejście w murze. W tle zaczyna grać ‘The Storm’ Dracula OST]

autor: Aradesh




Komantarze
zedd
20.06.05, 14:45
Na Ulryka - dobry początek :)
Nieznany Podróżnik
11.05.06, 13:07
Bardzo dobry łajzy :D
   Zamek Drachenfels
   © 2002-2010 | engine: PN
   support min.: IE5.0 1024x768


realizacja:
orth

:: chemia niemiecka :: nawodnienia ogrodów śląskie :: projektowanie ogrodów śląsk :: zakładanie ogrodów śląsk